Podczas warsztatów „Pisz kreatywnie, rozwijaj się twórczo”, uczestnicy mieli za zadanie napisać recenzję omawianych podczas zajęć opowiadań współczesnego poety i pisarza prof. Wojciecha Kudyby z cyklu „Z drugiej strony”. Jedni wykonali zadanie, inni twórczo i kreatywnie z niego się „wywinęli”. Trudno jednak stwierdzić, że go nie odrobili:
Jest jak jest…
„Jest jak jest” to moim zdaniem udany portret, krótkiego wycinka codziennego życia warszawskiej rodziny. Rodzina żyje w bloku z „wielkiej płyty”, którego okres świetności już dawno minął; mierzy się z porzuceniem oraz trudnościami materialnymi, walczy o przetrwanie. Bohaterce niełatwo związać koniec z końcem, stara się jednak utrzymać poprawną, ciepłą relację z dziećmi, czy sąsiadami. Nie traci optymizmu i pozytywnego myślenia, szuka sposobu jak wyjść z finansowego impasu. Bohaterowie są ludźmi autentycznymi, z krwi i kości, budzącymi raczej nasze współczucie, bardziej zrozumienie niż sensację. To wszystko przedstawione jest językiem potocznym, barwnym i żywym, miejscami poetyckim. „Jest jak jest” może trafić do każdego kto ceni opis codziennego trudu zwykłych ludzi, ich samotność, bez patosu i epatowania dramatem, ale nie tracących nadziei na lepsze jutro.
aut: Krystyna Jagodzińska-Kohmann
Michał Sobiesław Śmierciak
To opowieść snuta przez człowieka na koniec życia. Rodzaj spowiedzi, bez upiększania rzeczywistości, często trudna, surowa, a nawet męcząca. Autor chcąc pokazać ambiwalencję postępowania bohatera dokonuje ciekawego zabiegu wykorzystując jego dwa imiona – dobrego Michała i złego Sobiesława, którego życie kończy śmierć (Śmierciak). Ta lektura nie jest przyjemną rozrywką. Śledzimy życie bohatera z jego wzlotami – co jest wynikiem pracy jako kuratora, czy dobrej relacji z chorą matka, która jako jedyna „nie widziała w nim śmiecia”, ale przede wszystkim zmaganie się z problemami życia – trudnym dzieciństwem, więzieniem i alkoholizmem. Ta heroiczna próba walki o człowieczeństwo, zakończona rachunkiem sumienia i oczyszczającą spowiedzią, ma zapewnić mu łaskę przebaczenia oraz godne miejsce w niebie; tam spotkanie najbliższych i przyjaciół. Jest to opowieść uniwersalna, z mocnym psychologicznym przesłaniem „ by człowiek w życiu nie gonił za tym co nieważne, a najważniejsze sprawy zaniedbywał. Widział tylko cudzą głupotę a swojej, własnej nie -bo głupota to nie włosy , sama z głowy nie wypadnie”…
aut: Krystyna Jagodzińska -Kohmann
Inspirujące nieczytanie
Nie mogę napisać recenzji. Dotrwałam czytelniczo do zaledwie jednej trzeciej opowiadania profesora Wojciecha Kudyby „Jest jak jest”. Zbyt wielka, jak dla mnie, proza życia. Pochyliłam się natomiast nad codziennością Anny Janko. Opisaną przez autorkę – poetkę, prozatorkę, eseistkę, felietonistkę w następujących powieściach: „Dziewczyna z zapałkami”, „Pasja według św. Hanki” i „Finalistka”. Polecam!
Na rozmaite rozterki doczesności i prozę wegetacji proponuję natomiast powrót do rozmyślań Marka Aureliusza, o którego antycznym istnieniu przypomniała mi właśnie Anna Janko. Podobny bądź do skały, o którą się ciągle fale rozbijają. A ona stoi, a koło niej usypiają bałwany wody. ”O ja nieszczęśliwy, że mnie to spotkało”. – Ależ nie tak! Lecz: „O ja szczęśliwy, że chociaż mnie to spotkało, żyję bez smutku, nie gnębi mnie teraźniejszość ani nie boję się przyszłości”. To bowiem każdemu przydarzyć się mogło, a nie każdy potrafiłby żyć z tym bez smutku. Dlaczegóż więc owo jest bardziej nieszczęściem, jak to szczęściem?[*]
Tak więc w kwestii dotknięcia prawdziwego życia polecam reportaże. Anny Krall i Ryszarda Kapuścińskiego (wszystkie), Wojciecha Tochmana („Wściekły pies”, „Eli Eli” czy „Historia na śmierć i życie”). W celu kontemplacji piękna myśli i frazy prozatorskiej – rekomenduję pisarzy ważnych, z rozmaitych powodów dla mnie. Olgę Tokarczuk i Wiesława Myśliwskiego za całokształt. Autorów zamieszkałych na sądeckiej ziemi – Antoniego Kroha , którego „Anioł śmierci z kilku stron”, wbrew tytułowi nie przeraża, a Małgorzatę Lebdę za „Łakome”. Powieści Krakowianina Wita Szostaka, w których wersach zgodnie z ich tytułami „Oberki do końca świata” czy „Fuga” słychać rytm i melodię tych utworów, Tomasza Różyckiego z Opola, którego między innymi „Dwanaście stacji” można smakować o każdej porze dnia i nocy. A z dwudziestowiecznej przeszłości Manna, Cortázara czy Marqueza, w tym ostatnim przepadku nie tylko „Sto lat samotności” i „Miłość w czasie zarazy” ale także „Jesień patriarchy” czy „Dwanaście opowiadań tułaczych” warte są poznania.
aut: Barbara Gieroń
[*] Marek Aureliusz, Rozmyślania, tłum. Marian Reiter – s. 34
